Powołanie – JBM

Opublikowano niedziela, 26 Sierpień 2007

Mija piętnaście lat mojego przygotowania do zawodu.
Ostatnie świadectwo dotknęło nas w pędzącej Warszawie, gdzie trafiliśmy do pobliskiej parafii natolińskiej pw. bł. Władysława z Gielniowa aby złożyć hołd relikwiom JBM. Do krakowskiej parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP na os. Kalinowym było widocznie za daleko. Trzeba było wyjechać na kilka miesięcy ;)
Choć warszawskie dni i te ostatnie były dość trudne sądzę, że były doskonałym przygotowaniem do dalszej pracy, pięknej pracy…

Oto niektóre zapiski z recept JBM zatytułowane: Piękno naszego powołania. :

Wszyscy na całym świecie traktujemy swoją pracę w świecie jako służbę innemu człowiekowi. My zaś bezpośrednio pracujemy nad człowiekiem. Przedmiotem naszej wiedzy i pracy jest właśnie człowiek, który jest przekonany osobiście i o to nas prosi, abyśmy mu pomogli. Oczekuje od nas tego całym swoim jestestwem.

Jezus określiłby, że człowiek to nie tylko ciało. W ciele ludzkim mieszka duch i jako taki człowiek jest nieśmiertelny. Między ciałem i duszą jest wielka przepaść: to są tak odmienne byty, ale jednocześnie połączone właśnie w człowieku. Co powiedziałby Jezus? Winniśmy zastosować wszelkie możliwe środki medyczne wobec tego ciała. Bóg tak włączył to, co Boskie, w to, co ludzkie, że wszystko, co my, lekarze, czynimy, nabiera większego waloru. Niestety, my dziś powierzchownie patrzymy na człowieka w naszej pracy lekarskiej. Leczymy jedynie ciała i to często bez wymaganej kompetencji (wiedzy).

JBM podała cztery przykazania dla dobrego lekarza:

1. Naszym obowiązkiem jest czynić dobrze, kontrolować swoją wiedzę lekarską, nie gonić za pieniądzem.
2. Zachować szlachetność i uczciwość płynącą z wiary.
3. Rozumiejąc pacjentów jako naszych współbraci zachować wobec nich wielką delikatność i zaangażowanie.
4. Nie wolno nam zapominać o duszy chorego. My, którzy mamy prawa do pewnych intymności z chorym, nie powinniśmy ich gorszyć ani profanować ich duszy. Byłaby to zdrada lekarskiego powołania. Nie wolno nam wydawać powierzchownych sądów, ale postępować z wielką dobrocią.

Pisała:

My posiadamy nawet takie okazje jakich nie mają kapłani. Przecież nie kończymy swojej misji w momencie, kiedy lekarstwa już przestają działać; przecież należy zająć się duszą, aby doprowadzić ją do Boga; a słowa lekarza mają wielkie znaczenie dla chorego. Każdy lekarz powinien w tym momencie przekazać chorego pod opiekę kapłana. Jakże bardzo są potrzebni lekarze – katolicy (…). Jezus powiedział, że jeżeli ktoś nawiedza chorych, ten czyni to dla Niego. To jest naprawdę kapłańska misja. Tak, jak kapłan może dotykać Jezusa, podobnie i my, lekarze – ukrytego w ciele chorego człowieka, w biednym, starcu, w dziecku. Oto jak Jezus pozwala nam widzieć samego siebie obecnego w tych biednych. Oby było jak najwięcej takich lekarzy, którzy ofiarują samych siebie dla Niego. A kiedy już zakończymy naszą ziemską misję – Chrystus powie: Przyjdźcie cieszyć się życiem u Boga, bo byłem chorym, a Mnie uleczyliście.

za KS. HENRYK MISZTAL – Życie za życie – Joanna Beretta Molla, lekarz pediatra

Tuż po powrocie ze Stolicy otrzymujemy via email wykład, który ma wygłosić dr Kowalska – przyjaciel naszej rodziny – właśnie w Warszawie na jednym ze spotkań lekarzy homeopatów. Obecnie praca ukazała się drukiem. O zawodzie i roli lekarza homeopaty warto przytoczyć kilka fragmentów…

Obecnie możemy się spotkać z dwoma skrajnymi opiniami . Jedna z nich mówi: – Leczy tylko Bóg, a wszystkie sposoby leczenia są nieważne?. I drugi pogląd: – Trzeba opierać się tylko na wiedzy dotyczącej organizmu i na wszelkich dostępnych metodach leczenia.?
Jednak ani jeden ani drugi pogląd nie jest słuszny.
Oparcie się tylko na nauce pozbawia lekarza źródła, od którego pochodzi wyleczenie pacjenta. Bóg chce współpracować z lekarzem dysponującym pewną wiedzą na temat choroby i stosowania skutecznych metod i leków.
Następuje wspaniałe uzupełnianie się między Bogiem a lekarzem. Bóg leczy duszę naszego pacjenta, a my pomagamy mu zwalczyć dolegliwości jego ciała. Ale ostateczny wynik leczenia nie jest zależny od lekarza. To Bóg decyduje o tym czy i w jakim stopniu pacjent odzyska zdrowie lub zostanie odwołany z tego świata do swojego Stwórcy. I o tym powinniśmy pamiętać i z pokorą zaakceptować wolę Boga.
Miedzy Bogiem oraz lekarzem otwartym na Jego działanie i chorym istnieją wzajemne relacje i wymiana miłości.

Odnosi się to także do leczenia metodą homeopatyczną.

W wywiadzie homeopatycznym nie zawężamy się do zbierania informacji na temat dolegliwości fizycznych. Interesuje nas cały pacjent, także jego emocje, psychika, środowisko, w którym żyje, jego problemy, lęki itp. Duża część chorób ma swe źródło w traumatycznych przeżyciach pacjenta. Jeśli nie dotrzemy do ich źródła cały proces leczenia może przybrać niekorzystny kierunek. Ogromnie ważna jest rozmowa z pacjentem i poruszenie tych wszystkich tematów, na co na ogół brakuje czasu w przypadku leczenia allopatycznego. Jeśli lekarz homeopata jest zarazem katolikiem znajdującym oparcie w Bogu tym łatwiej jest mu poruszać te tematy. Czasem w przypadku, kiedy i pacjent jest osobą wierzącą można podsunąć mu pewne rady także dotyczące problemów duchowych, skierować do odpowiednich poradni również związanych z Kościołem.

Powinniśmy jednak pamiętać, że lek jest jedynie środkiem, którym poprzez lekarza posługuje się Bóg.
W Piśmie św. w Księdze Mądrości Syracha (38,1-15 ) istnieje tekst pięknie mówiący o lekarzu i lekach. Zacytuję tu tylko jego fragment:
-Oddaj lekarzowi cześć należną jego posłudze, albowiem i jego stworzył Pan.
Od Najwyższego pochodzi uzdrowienie, i od Króla dar się otrzymuje…
Pan stworzył leki pochodzące z ziemi, a człowiek mądry nie będzie nimi gardził…
Z nich aptekarz sporządza leki, aby nie było końca Jego dziełom i pokój od Niego trwa na całej ziemi.
Synu, w chorobie nie odwracaj się od Pana, ale módl się do Niego, a On cię uleczy.
Odrzuć przewrotność “wyprostuj ręce i oczyść serce z wszelkiego grzechu!…
Potem daj miejsce lekarzowi, bo jego też stworzył Pan, nie odsuwaj się od niego, albowiem jest ci on potrzebny.”

W ten właśnie dzień została mi wskazana jego homilia wygłoszona podczas liturgii słowa do chorych w Gdańsku 12.06.1987.
Zacytuję jej najważniejsze fragmenty:

Oto Chrystus wezwany do łoża chorego. -Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. -Przyjdę i uzdrowię go. (Mt 8,6.7).
Kiedy więc ktokolwiek z was, drodzy bracia i siostry, gdziekolwiek na tej polskiej ziemi, jest wezwany ludzkim cierpieniem, niech mu stanie przed oczyma to wydarzenie z Ewangelii…
Nieraz onieśmiela nas to, że nie możemy “uzdrowić”, że nie możemy nic pomóc… Ważne jest żeby przyjść. Żeby być przy człowieku cierpiącym. Może nawet bardziej jeszcze niż uzdrowienia, potrzebuje on człowieka, ludzkiego serca, ludzkiej solidarności…
Wydarzenie ewangeliczne w sposób szczególny odnosi się do was wszystkich, którzy swój zawód, swe powołanie życiowe, związaliście z ludzkim cierpieniem…
Wy, przede wszystkim, drodzy bracia i siostry, winniście mieć przed oczyma Chrystusa wezwanego do sparaliżowanego sługi setnika Chrystusa, który mówi: -Przyjdę. To również i wasza odpowiedź: -Przyjdę…uczynię, co będę mógł, dla twojego zdrowia…?
-Uczynię wszystko – czyli będę miał wolę, gotowość, a także radość z niesienia pomocy cierpiącemu… z owej wrażliwości, wzruszenia i przejęcia się cudzym cierpieniem…
Stan zdrowotny społeczeństwa polskiego budzi uzasadnione obawy. Nadal wzrastają w tym społeczeństwie choroby układu krążenia i nowotwory, nadal wiele osób, w tym młodzież, przejawia uzależnienie od alkoholu, narkotyków i nikotyny. Niezadowalający jest również stan zdrowotny dzieci. Jest to wielkie pole do działalności profilaktycznej i leczniczej służby zdrowia…
Trzeba podtrzymywać za wszelką cenę piękną polską tradycję: działalność lekarza czy pielęgniarki traktowana nie tylko jako zawód, ale także – a może przede wszystkim – jako powołanie…
Wczuwając się w ten niełatwy dzień powszedni pracowników służby zdrowia, myślę o wszystkich ludziach, którzy swą wiedzą i umiejętnością oddają wielorakie przysługi cierpiącym bliźnim “ i pragnę w imieniu Kościoła, złożyć pod ich adresem wyrazy głębokiego uznania i wdzięczności…
Pamiętajcie, że Chrystus -do końca nas umiłował- (J 13,1) przez Krzyż…
I wy, drodzy bracia i siostry, lekarze, pielęgniarki, członkowie służby zdrowia – wy także jesteście wezwani, aby miłować -do końca-.
Rozważcie, co to znaczy! Co to znaczy?

Słowa -Uczynię wszystko-, które usłyszeliśmy w homilii Jana Pawła II wypowiedzieliśmy w składanej przez nas przysiędze Hipokratesa.
-Według najlepszej wiedzy będę dopomagał cierpiącym, zwracającym się do mnie o pomoc, mając na celu wyłącznie ich dobro…-
Wiedzą taką jest także homeopatia. Stwarza ona szansę nie tylko na wyleczenie lub poprawienie stanu zdrowia chorego, ale również , co ma ogromne znaczenie i o czym wspominał Jan Paweł II, pozwala zapobiegać wielu chorobom przewlekłym.

To kolejne słowa, które wspierają nas w dalszych działaniach.
Piszę nas – ponieważ Emilia, moja małżonka, dzielnie wspiera mnie w kolejnych doświadczeniach. Cieszymy się razem naszą Drogą.


Jeden komentarz to “Powołanie – JBM”

  1. Emilia i Marek napisał:


    Visit Emilia i Marek

    Strona jak dotąd była zupełnie prywatną przez ostatnie dwa lata. Pozostaje w odpowiedzi na obecne wypowiedzi niektórych członków mojego Kościoła.
    Z Bogiem, Marek


Odpowiedz

You must be logged in to post a comment.